K.
Wyjebane mam w to gdzie jesteś, z kim jesteś i co aktualnie robisz. Ogólnie mam wyjebane tak samo jak ty.
Z każdym dniem wkręcam sie coraz bardziej, coraz bardziej sie cieszę z tego ze mam kogoś kto mi powie ze mnie kocha i pocałuje, ze mam sie do kogo przytulić i nie leżę bezczynnie całymi wieczorami. Ale kurwa nie wiem, często przechodzi mi przez myśl to, ze sie nie nadaje. Ze nie spełniam twoich oczekiwań, staram sie być dobra we wszystkim co dla ciebie robię, chociaż nie robię w sumie nic takiego. Ale staram sie zeby było dobrze.
Odpierdala mi, bo to dwa miesiące związku i przeżywam. Ale zaczynam kochać, nie lubić, kochać. Każda wyjeba mnie rusza tak, ze nie zdajesz sobie z tego sprawy, a jak pomyśle sobie ze to w sumie kropla w morzu z dużo poważniejszych rzeczy jakie mogłyby sie odjebac to mi sie odechciewa. Mam ochotę znowu zamknac sie ze sobą w domu i leżeć bezczynnie. Chyba sie po prostu nie nadaje. Jestem za słaba i tego nie zrozumiesz
To moj pierwszy zwiazek i chce, zeby było dobrze. Staram sie, serio sie staram i dbam o nasza relacje by przetrwała jak najdłużej i nawet ten jebany październik za rok. Bo chce i wiem ze dam rade, ale to musi działać w dwie strony
Wyśmiej mnie i stwierdz ze to nic takiego. Masz za sobą pare związków, przelotnych lub nie. Ale ja nie chce być przelotna, a jak taka mam być to mi o tym kurwa powiedz, bo nie mam zamiaru tracic czasu i szacunku do samej siebie.
Mam tyle mysli w głowie ze nie wiem co mam tutaj napisać.
nigdy nie sądziłam ze to napisze ale zaczynam sie bac samotnosci. Zaczynam sie bac tego ze odjebie sie cos pewnego dnia i zostanę sama. Ty sobie Kuba poradzisz, nie wiem czy po roku czy po jednym dniu, ale sobie poradzisz. A ja zostanę sama ze sobą i tylko okropnym doświadczeniem.
Kocham, staram sie, chce jak najlepiej, boje sie. Boje sie kompletnie zakochać, a wiem ze to już niedługo, takie rzeczy sie czuje chyba. Boje sie kurwa
Nie mam nic więcej do napisania, pozostało mi pójście spać bo co ja mogę robić więcej.
Jestem nudna, nie mam znajomych i siedzę w domu. Typowa jesien w moim wykonaniu
Lub typowe zycie w moim wykonaniu
Walczę ze swoimi myślami, czy tylko przeżywam i robię z siebie kompletna zdesperowana idiotkę, czy moze jednak nie jestem do końca taka popierdolona i egoistyczna.
Chyba sie nie nadaje, chyba tak nie umiem.
Znowu ja, tym razem do K.
ogólnie nie wiem czy to dobre rozkminy na tak krótki okres naszego związku, bo tak na prawdę, zaczynam dopiero czuć ze w nim jestem i dopiero zaczynam czuć, ze cos czuje. Nie jest to milosc, jakieś niewiadomo jakie zakochanie. Ale czuje Ze nie jesteś mi obojętny do końca i ogólnie zależy mi troche, martwię sie i takie tam.
Nie wiem czy do siebie pasujemy, powoli zaczynam odczuwać jesień, a z racji ze mnie dobrze nie znasz jeszcze, to nie wiesz co oznacza odczuwać jesien w moim wykonaniu. Wiem Kuba ze jestem nudna, nieszczsfolnie rozrywkowa i takie tam, nie wiem do końca czy tego szukasz.
Chciałabym ci powiedzieć, wylać swoje zale których w sumie nie mam, takie pierdy. Chciałabym ci powiedzieć ze chce sie zabić, mam tak często próby samobójcze. przy tobie jestem jakos szczęśliwsza, nie tylko ja to zauważyłam, niby nic takiego sie nie dzieje ale jednak jakos, dobrze mi przy tobie. Nie wiem, to jest strasznie żałosne i to akurat wiem. I ze tego raczej nie zrozumiesz tez. Chciałabym mieć w tobie takie oparcie psychiczne, fizyczne już mam, tylko tego mi chyba brakuje. Nie mam wielu osób ktore to potrafią zrozumiec i w sumie to mam tylko jedna, a widze ze robię sie aspołeczna, odsuwam sie od moich wszystkich dobrych kumpeli w ogóle z nimi o tym nie rozmawiając, dlatego tez może nie mam ochoty wychodzić z chaty, spędzać z nikim czasu i takie taaam. Gdy nie jestem w towarzystwie, jestem smutna i siedzę w domu zawinięta w koc i patrząca sie na siebie w lustrze, tak to wyglada właśnie.
To smieszne, ale chyba boje sie, ze jak ci zacznę tak mówić o wszystkich moich humorach, ile razy sobie siedzę sama ze sobą i płacze, to ode mnie uciekniesz. Nie wiem czy chciałbyś być z taka osoba jak ja w związku i stworzyć cos serio fajnego. Boje sie ze zacznie cie to męczyć i po prostu stwierdzisz ze nie bedziesz sie tym zadręczał. Nie mam zamiaru sie zabijać jak Olka po tym jak mnie zostawisz, nie martw sie o to, bo nie mam na celu cie tym na sile zatrzymywać. Nie ma w sumie czym sie zadręczać, ale brakuje mi takiego wsparcia od ciebie. Nie wiem czy da sie cos z tym zrobić, jakos to zmienić, mam tak od pierwszej klasy gimnazjum i jakos nic sie nie zmienia, jest lepiej, jest gorzej, ale co roku o tej samej porze jest tak samo. To jest w tym wszystkim najstraszniejsze.
Możesz sie domyślać jak wyglada moja relacja z mama. Nigdy nie była dobra, nigdy, a im jestem starsza tym jest gorzej. Działa to w dwie strony. Ja wiem ze jestem wyrodnym dzieckiem i takie tam, bo ile razy siedziałam i płakałam po tym jak ja złe potraktowałam, ale moja mama ma okropny charakter, egoistyczny i podły. Jedyne co w niej mam, to oparcie finansowe i nic kompletnie więcej. Liczy, ze dając mi pieniądze i w sumie wszystko co sobie zapragnę, zdobędzie moja szczerość i taki wiesz, jakby szacunek. Nie mówię ze jej nie szanuje, bo szanuje. Zawsze, cokolwiek sie nie wydarzy, czy leży wina po mojej stronie czy po czyjejś innej, wychodzi ze to moja wina, bo jestem okropna i wszyscy ode mnie uciekają. Z patka se nie pokłóciłam przeciez bo odjebala maniane, nagadała rzeczy których mówić innym nie powinna i takie tam pierdoly. Pokłóciłam sis z nią bo to na pewno ja cos zrobiłam. Przyszłam z rozjebana warga w 5kl do domu bo wjebal mi typek, który zwyzywał mnie od szmat, po czym sprzedałam mu liścia, a on mi oddał. Na pewno sama sie prosiłam. Wiesz o co chodzi? Może dlatego nie chce z nią rozmawiać, nigdy nie umialysmy sie dogadac i nie sadze zeby to sie zmieniło. Nie staram sie o to nawet bo nie ma sensu. Chodziłam do niej, próbowałam o tym rozmawiać, zawsze wychodziło to na moja winę. Nie ma najmniejszego sensu, ale nie ukrywam złe mi sie z tym żyje. Czuje sie taka wiesz, niepotrzebna. Ukształtowała we mnie tak niska samoocenę, ze nic nie jest w stanie tego zmienić. Jestem wiecznie nie taka jak być powinnam, wiecznie gnojona i przyrównywana do mojego idealnego przeciez brata. Nie próbuje sie teraz tym żalić, bo nie ma już czym, przywykłam do tego, ale chciałabym chyba żebyś wiedział jak to wyglada. W sumie to wypadałoby żebyś wiedział jak to wyglada.
Powinnam ci powiedzieć to wszystko na żywo, ale nie potrafiłabym tego tak zebrać do kupy i tak wiesz, ubrać w słowa. Zreszta czuje sie bardzo nieswojo rozmawiając o tym z tobą Pewnie przestałabym w połowie mówić bo miałabym z tylu głowy ze i tak nie zrozumiesz i tak, a chciałam przekazać ci to wszystko co napisałam wyżej. Nie wiem kiedy ci to pokaze, czy w ogóle pokaze, zobaczymy. Jak dotrwasz do końca i to przeczytasz do końca to będzie mi miło, ze chociaż tyle byles w stanie dla mnie w tej chwili zrobić
Przytyłam chyba z 5kg. Mam okropne syfy pokroju mnie z drugiej gim. zbrzydłam.
Złe sie czuje sama ze sobą i dlatego nie mogę czerpać radości z czegokolwiek, chxe sie zamknac w domu i uciec.
Zle mi ze sobą, serio.
Boje sie swojej 18, przerasta mnie ta cała chora impreza, nie jestem w stanie zebrać sie do kupy i tego ogarnąć, co jest?
Szkoła, studniowka, matura, modelki z mojej klasy i ja Ze swoją depresja.
Nie przeżyje tego, serio.
post ponownie dla mnie, zastanawiam sie czemu zawsze jest jakaś dedykacja.
Czuje sie jak skończony szon. (Pani córka to szon. jaki szon? Kurwiszon, hehe). Tak sie właśnie czuje. I tak sie zachowałam. Ledwo co wyszłam z romansu z 12latkiem (to tylko ksywka, typ jest po prostu o rok młodszy) i przelizalam sie z jego dobrym kolegom, proszę bardzo, szybka zmiana osobnika. Dobra jestem.
Romans sie w sumie sam rozpłynął, tego chciałam. Ale gdy postanowiłam wdać sie w nowy, w sensie nawet tego szczególnie nie planowałam, ale to było do przewidzenia. Typ z innego towarzystwa w ogóle, gdzie ja w nim jestem tylko dlatego bo znam dobrze jedna osobę i lubię pic alkohol, podczas mojej spiny z w.w osoba, wyrwał sie od nich po kryjomu i przyszedł do mnie sie dowiedzieć o co poszła spina. Czaisz? Incognito spotkanko.
Przy okazji przedstawiłam mu sytuacje z 12latkiem i moj cały pogląd na te moje romanse.
Odprowadził mnie na chate, przelizalam go, wymieniliśmy sie malinkami gdzie tego w ogóle nie przemyślałam, bo przeciez nikt sie nie skapnie ze typ ma malinki dzień po tym jak mnie odprowadził na chate po imprezce I WCALE NIE JA JE ZROBIŁAM. No idiotka.
Co ja mogę więcej powiedzieć. Przez moment tego nawet nie żałowałam, bardziej sie bałam ze to wyjdzie na jaw i po prostu zniszczę sobie reputacje, o ile ja mam w ogóle. Bo przeciez to świadczy tylko o mnie, nie o nim. Bo to facet.
Teraz sie martwię tylko tym, zeby to nie wyszło na jaw, chociaż większość i tak już sie domyśla albo zacznie sie domyślać. Głupio mi przed 12latkiem. Nie mogę sie na niego patrzeć. Tym bardziej ze chciał być ze mna w związku, a ja chciałam przygody. Czuje sie jakbym go zdradziła, ale halo? Przeciez nic do niego nie czuje, chce tylko przygód, a wiesz co jest jeszcze lepsze od tego? Ze ten typ sie we mnie teraz zakochuje. Ten jego kolega. Właśnie do mnie napisał czy idę na fajkę, No zajebiscie.
Jak mam uciec od tej całej sytuacji wychodząc z twarzą? Nie raniąc nikogo i mogąc dalej zostać w tym towarzystwie bez krzywych spojrzeń? Da sie?
Nie wiem co ja sobą reprezentuje. Chleje, zawalam szkole, wchodzę w jakieś chore romanse. Brak słów.
Pomocy.
nie wiem dla kogo ten post, tym razem.
No powiem tylko ze jest mi ciężko. Od zawsze sie czułam jak adoptowana w tej całej rodzince, serio uważam ze jestem jakaś wyrwana kurwa nie wiadomo skąd. Wszyscy są takimi, nawet nie potrafię ich określić. Bez charyzmy, bez jakiegoś charakteru i własnego głosu. Przesadnie mili, chowający wszystko pod dywan. Pozerka, może tak to nazwę.
moj brat a ja to serio niebo a ziemia. Różni nas wszystko, wygląd, ojciec, wartości, charakter, wszystko. Zawsze próbuje udawać mojego ojca chyba, przy mnie nie gada różnych takich moralizatorskich rzeczy, znaczy gada, ale wiem ze jak jest sam z mama to moj temat i temat mojego życia ogólnie jest poruszany dużo częściej.
Moja mama ogólnie jest taka, ze nie ma wszystkiego w dupie, znaczy ma, ale wie gdzie jest ta granica. Nie chodzi na wywiadówki, ona sie serio kompletnie nie interesuje moja szkoła. Nie pyta o oceny, o frekwencję, nie wiem czy po prostu zdaje sobie sprawę z tego, ze ja wybrnę z największego szkolnego gowna. Choćbym miała wisieć na włosku zawalenia roku albo cos, czy po prostu ma to w dupie.
O znajomych sie czasami czepia, ma taki ciemnogród w głowie. Ale to już kwestie wychowawcze. Zawsze mówiłam ze moja mama (może to zabrzmi żałośnie) jest głupia i mi to idzie na rękę. Można jej wkręcić wiele rzeczy i tu sie pojawia kolejny dylemat, czy serio jest taka głupia i wierzy, czy nie wierzy ale siedzi cicho? Nigdy nie naciskała na szkole, na nic, mam totalny luzik. No tylko to wychodzenie z chaty.
No i moj brat podejrzewam albo w sumie jesyem prawie pewna, był wychowywany tak samo jak ja. Tylko ze on podobno znalazł przełomowy moment w swoim zyciu i zaczął sie uczyc. Nie powiem, jest serio inteligentny, ma łeb, tyle czasu ile poświecił nauce to mi sie w głowie nie mieści, zapierdalal po prostu na to co teraz ma, czyli najlepsza prace w jednym z najbogatszych krajów. On sie uczył i chyba nawet nie potrzebował jakiejś specjalnej motywacji, wsparcia, po prostu uświadomił sobie ze jak sie nei nauczy, to złe skonczy.
I uwaga uwaga, tak jestem o to zazdrosna i tak mam o to ból dupy. Ja jestem taka właśnie, ze wszystko po jak najmniejszej linii oporu, robić zeby sie nie narobić, a jestem cwana i szczerze mówiąc nawet mi to wychodzi. Nie mogę słuchać tego jak wszyscy go chwala, on jest skromny, nie podejmuje nawet swoich tEmatow ani jakos sie szczególnie tym nie unosi. Ja jestem ta gorsza, ta rozpuszczona, ta niewychowana i ta głupia. Moj brat nigdy sie na mnie nie spojrzał i nie powiedział wow, wcale nie jesteś taka glupia na jaka sie wydajesz!
Wcale nie jestem taka glupia. Radzę sobie, wiec chyba nie ma tragedii.
On nie spojrzy sie na to, ze z wosu mam najlepsze oceny z grupy (wcale sie nie ucze, po prostu mam to już w głowie jakos, nie poświęcam temu szczególnego czasu, ba, w ogóle go nie poświęcam) i to nie jest tak, ze pani jest pochlebna i wszyscy maja dobre. On sie nie spojrzy na to ze z dwóch najlepszych osób w klasie z wosu, ona wywołała mnie, gdzie ta druga typiara serio jest inteligentna i sie serio uczy, a ja chodzę na lekcje zeby mieć frekwencję.
Dobra ocenami jakos szczególnie nie świece, ale uważam se są stabilne. Zawsze mam średnia powyżej 4.0. A on mnie traktuje jakbym miała nie zdać klasy. O maturze już nie wspominając.
Dzisiaj mi dojebal ze jak bede dalej takim nieukiem to nawet matury nie zdam i skoncze na repie w xficie dozywotnio. Wiesz w sumie powinno to po mnie spływać, bo z reguły w dupie mam takie tekściki, ale zawsze mnie to jakos rusza. Nie wiem czemu. On serio chce mnie tym zmotywować czy po prostu wyraża swoje zdanie i chuj go to co z tym zrobię?
Zawsze tak naciskał na te naukę.
Czuje sie upokorzona. On jest taki, ze nigdy nie odpryskuje, nie wyzwie, jest serio spokojny. Gdzie ja drę ryja na niego jak sie tylko do mnie odezwie, taka darze go nienawiścią. No i czemu? Bo jemu wyszło a mi nie do końca? Nawet jak sie na niego drę, on siedzi spokojnie i z takim wzrokiem pogardy mi odpowiada. To mnie właśnie wlurwia najbardziej, bo ja nie potrafię opanować swoich emocji, krzyczę, zaraz rycze, a on po prostu siedzi i ma mnie za jeszcze większa idiotkę niż chwile wcześniej
To jest klasyk jak on przyjeżdża.
Ja go serio opierdalam jak psa, nawet jak sie mnie zapyta jak było w pracy. Już po prostu widze ten jego uśmieszek mówiący ze i tak nic nie osiągniesz, wiec sie zapytam o prace chociaż. Aż wczoraj idąc do pracy szlam z rykiem. Bo sie pokłóciliśmy o cos, nawet nie wiem o co już, nie pamietam, pewnie cos w desen tych tematów, albo pyta sie mnie o cos wiedząc ze sie wkurwie i ja tez o tym wiem, a wie ze mama siedząca z boku o tym jie wie (wie nie wie wie nie wie XD) i zapewne jak sie na niego rzucę, to ona sie rzuci na mnie ze jestem nerwowa. I zjebalam go jak psa oczywiście, aż nagle wzielo mnie na wyrzuty sumienia. Zabroniłam mu przyjścia na siłownie, on sie pyta o której wychodzimy, normalne pytanie, a ja ze ma spieprzac i nawet mi sie tam nie pokazywać, po chwili znowu sie spokojnie pyta czy może kupić tam kawe, a ja mówię ze on nie może i dopilnuje tego zeby nikt mu tej kawy tam nie sprzedał, wiesz taka chamowa poleciała, wyzywam go bezczelnie od ulancow w ogóle, a on nawet nie odpyskuje ze ja sama jestem skończonym ulancem i mam sie od niego odjebac, ze serio mnie wzięły te wyrzuty sumienia, ale przylazł, zrobiłam mu kawe, dałam najlepsza szafkę i tyle. Oczywiście nigdy go nie przeprosiłam, bo honor mi na to nie pozwala.
Wieczorem narobiłam sobie przypalu bo pomyliłam karty i klientka sie wkurwila bardzo, w sensie nic sie takiego nie stało, ale sie przejęłam ta klientka. I oczywiście weszłam i wyszłam z xfitu z rykiem XD miałam wczoraj taki zjebany dzień ze jedyne co mi pozostawało to skok z okna, serio
To powiedział, ze mam sie nie martwic, ze będzie Ok.
Jestem tak rozchwiana emocjonalnie w stosunku do tego człowieka, ze aż sama jestem w szoku. Tak go nienawidze, a z drugiej strony biorą mnie wyrzuty sumienia jak go zjebie, bo może rusza mnie to faktycznie bo jest w tym troche prawdy? I mówi to dla mojego dobra? Bo wcześniej jemu nikt tego nie powiedział i on chxe to powiedzieć mi.
No i to w sumie chyba wszystko, nie wkem czy zrozumiesz cokolwiek z tego, wiesz nie liczę nawet na jakiś szczególny odzew czy poradę życiowa, po prostu, czasami trzeba dojebac litanie ;)
Do mnie
Tak, pisze dla siebie dzisiaj.
Znowu mam napad złej energii, a wszystko sie układało.
Ciagle sie zastanawiam czy moje napady smutku są spowodowane spędzaniem czasu sama ze sobą i nadmiernym myśleniem, czy faktycznie jest w tym jakiś ukryty sens?
Jak wspominałam, z mama mam super kontakt, kocham ją, na tę kwestie nie mogę narzekać.
Na S. Tez nie chce tego zwalać. Cały czas sobie mówię, hej! Co ty przezywasz? Przeciez między wami nie było nic długiego i na tyle konlretnego, żebym musiała siedziec i plakac przez 5 miesięcy.
W szkole stabilnie.
O co mi chodzi z zyciem?
Z jednej strony chce skoczyc z okna w tym momencie, a z drugiej ciagle czekam na jakiś przełom, olśnienie i powody do wstawania rano. Czekam na studenckie zycie, na milosc mego życia (na pewno nie chce zeby był nią S.).
Sama nie wiem o co mi chodzi. Sama nie umiem sie pozbierać w całość.
Chyba nikt mnie nigdy nie zrozumie na tym świecie. Nawet nie umiałabym tego uczucia nikomu opisać. (W tym momencie mam łzy w oczach)
Ogólnie rzecz biorąc, to troche mi zycie niemiłe.
Post dedykuje mojej mamie.
Mamo, mimo wielu nieprzyjemnych słów z mojej strony, zachowań.. wiem, ze jestem niegrzecznym i trudnym dzieckiem. Od kilku dni dopiero zaczynam rozumieć? Może bardziej doceniać to, jaka jesteś dla mnie dobra. Wystarczy rozmowa, troche uśmiechu, posłuszeństwa i brak nerwów. Wiem, ze wskoczyłabys za mna w ogień. Wiem, ze nie spotkam nigdy drugiej takiej silnej kobiety jak ty. I właśnie, mimo tej niedobroci z mojej strony, doceniam cie i szanuje. Mam tylko Ciebie. Nie wiem co zrobię gdy mi Ciebie zabraknie, nawet nie chce o tym myśleć. Ale wiem jedno. Nie pozbieralabym sie.
Mamo, kocham Cię.
dawno sie tak nie czułam. Mam ochotę skoczyć z okna, Pozdro.
Nikomu nie życzę siedzenia w takim gownie, w jakim siedzę obecnie ja.
Myślę, myślę i przestać myśleć nie mogę.
Co robiłeś, co robisz, co bedziesz robić, z kim jesteś, z jaka dziewczyna obecnie jesteś, albo z jaka zaraz bedziesz, jak sie czujesz, co u ciebie, czemu chciało ci sie plakac, czemu kiedyś było ci smutno, jak sie czułeś gdy miałeś złamane serce, o ile kiedykolwiek miałeś i co sadzisz o Bogu. Takie nieważne, albo wazne rzeczy mnie interesują właśnie.
Interesuje mnie tez co jest ze mna nie tak, ale o to już tutaj kiedyś pytałam.
Chciałabym z tobą usiąść, opowiedzieć całe zycie i zobaczyć w twoich oczach, ze choć troche cie to zainteresowało. Ze jesteś ciekaw tego, co u mnie, co robiłam, co robię, co bede robić i takie tam.
Chciałabym mieć cie po prostu przy sobie. I ten twój wzrok.
Nigdy nie czułam takiego szczęścia jak wtedy, gdy mnie dotykałes. I nikt nie jest w stanie takiego szczęścia mi dać, tak, próbowałam znalezc taki dotyk. Głupia, naiwna.
Najbardziej utożsamiające zdanie z moimi obecnymi uczuciami do ciebie brzmi: ile ja obcych ust pocałowałam, zeby zmyć twój smak ze swoich. I to, ze zawsze bede cie szukać w tłumie. Jak dla mnie to brzmi bardziej przekonująco niż kocham cie. Chociaż nic nie jest w stanie tego zastąpić.
Obecnie słucham Artura Rojka i chciałabym umrzeć z milosci.
Ja bym ci wszystko oddała. Wszystko. Dla nikogo i nigdy nie byłam w stanie sie tak poświecić, bo jestem skończona egoistka. Ale nie dla ciebie.
Zapewne nigdy sie nie dowiesz jakie litanie dla ciebie tutaj wypisuje. Chociaż jak kiedyś zdarzy mi sie umrzeć (hehe), chciałabym żebyś sie dowiedział. Nie wiem czemu i nie wiem po co, ale chciałabym.
serce mi sie łamie jak cie widze.
wszystko jest takie wyrwane z kontekstu, mam tyle mysli na sekundę.. od rana do nocy ty jesteś moimi myślami.
To było troche prostackie. Ale tak, ty jesteś moimi myślami.
I jeszcze jedno, ciężko mi sie obecnie żyje z ta myślą, ze mogłabym cie mieć przy sobie, a nie mam i pewnie mieć nie bede.
Chyba przez to zawaliłam szkole.
Without u.
Tak, tesknie S.
Gdy idziemy tłumem, widzę tylko ciebie.
No właśnie.
Czy dożywotnio bede szukała twojej osoby u kogoś innego?
Budzę sie rano i zyc mi sie nie chce.
Czemu mnie to tak dotknęło?
Przeciez to nic takiego.
ten weekend to dla mnie przegięcie.
Chciałam sie utwierdzić w tym jakim chujem jesteś, utwierdziłam sie nieraz, dobra udało sie.
Poprzez twoje teksty, zachowania i brak szacunku, ale nie wiem czy bardziej do dziewczyn czy bardziej do siebie.
Ale najgorsze jest to, ze wracałeś.
Nie rozumiem tego, skoro mnie nie chcesz, czemu cały czas rozpalasz we mnie jakaś nadzieje? Lubisz patrzeć jak wewnętrznie cierpię? Lubisz mnie niszczyć? Dowartosciowujesz sie na moich uczuciach do ciebie?
To smutne, bo ja zawsze dla ciebie byłam, jestem i bede. Nie jestem w stanie spojrzeć sie na nikogo innego tak jak na ciebie, boze niech to piekło sie już skończy.
Najchętniej rozplakalabym ci sie w twarz i powiedziała to wszystko, ale (cytat z listu) chyba nie jestem na tyle odważna.
Chce mi sie wyć. Jak mam sobie z tym poradzic?
Wrócę jutro do domu i bede ryczeć. Ze swojej glupoty. Sama sie w to wszystko pakuje.
Nie wiem czy w twoim wzroku do mnie cos jest czy ja sobie to po prostu wmawiam.
Czytam swoje stare posty z nadzieja, ze cos sie zmieniło, ze bede sie z tego śmiać. Ale czytam je i dalej łapią mnie tak samo za serce, jak w momencie gdy je pisałam.
Boze wylecz mnie z tego człowieka.
jak można sie tak naiwnie i żałośnie zakochać? Jak?
ja bym chciała po prostu wiedzieć na czym stoję.
Albo spierdalaj albo zostań, nie chce niczego pomiędzy.
List bez odzewu mnie niszczy psychicznie.
Jakby sie nic nie wydarzylo.
W towarzystwie innych lasek, o ile mam okazje zobaczyć cie z nimi na własne oczy, pęka mi serce na milion kawałków.
nie chce niczego więcej.
Jestem rozjebana psychicznie i nigdy nie sądziłam, ze ktoś mnie tak mocno złapie za serce.
Minęło w sumie 5 lat od kiedy zmagam sie sama ze sobą. Fakt. Było lepiej, było gorzej.
To są takie przełomy, ktore rujnują moje ledwo odbudowane zycie na nowo.
Cały czas mi czegoś brakuje, czego? Szukam czegoś, dążę do czegoś, ale sama nie wiem do czego. Tylko chyba to trzyma mnie przy zyciu.
Mam często mysli samobójcze, wcale nie musze mieć złego dnia zeby o tym myslec, to chyba rutyna. Zawsze za mna jest jakiś głos, który mówi mi - hej! Masz jeszcze tyle rzeczy do odkrycia, nie możesz sie poddawać, to jest dla słabych.
1.07.17 zaczelam sie zajmować dwubojem. Póki co trzymam sie do dzis, zobaczymy na jak długo, podobno mam do wszystkiego słomiany zapał. Ten sport uczy mnie cierpliwości, hartuje dusze i ciało, tak uważam. To ciężki sport, bardzo. Psychicznie.
Dalej będąc z mama w domu czuje sie sama, zero wsparcia, słowa otuchy, czasem jeszcze jestem mała rozpieszczona dziewczynka dziewczynka, te zachowania dopiero powoli wychodzą. Chciałabym, zeby ktoś mnie nauczył, ze można cos komuś dawać nie oczekując w zamian nic, ze można być dla kogoś dobrym.
S. Jest idealny, pod każdym względem. Ja bym mu wszystko oddała, wszystko zeby było mu ze mna dobrze. I darzył mnie tym samym uczuciem, którym ja darze jego. Tak wiele?
Wcale sie z niego nie wyleczyłam. Obchodzi mnie, interesuje mnie i obawiam sis, ze to sie nigdy nie zmieni.
Napisałam do niego list, chciałabym otrzymać odzew.
Jest 17.09 a mi najzwyczajniej w świecie jest smutno i źle.